Historia Szkoły

Wypowiedzi o Szkole

 

CO O SOBIE MÓWIMY

Wokół „materii konstytucyjnej” rozgorzał autentyczny spór, który ujawnił klasyczny podział na „fundamentalistów”- rzeczników szorstkiej dyscypliny dla pobierających nauki i „liberałów”- zwolenników metod perswazyjnych i dopuszczenia uczniów do ważnych decyzji regulujących sprawy szkolne. Dla mnie zaskoczeniem było to, że wśród frakcji zachowawczej znaleźli się reprezentanci stanu uczniowskiego. Widać lata tresury w tradycyjnej podstawówce każą nieufnie spoglądać na wolnościowe innowacje podpowiadane przez dorosłych.
Każdy spór przedłuża obrady. Dążąc do ich sprawnego przebiegu naraziłem się parę razy posłance Ługowskiej, zwłaszcza, gdy starałem się ostudzić zapał dyskusyjny innej posłanki, własnej córki, co uczyniłem, przyznaję to z żalem z pozycji ojcowskich, nadużywając nieco stanowiska. (...)
Obrady Sejmu trzeciej kadencji, już krótsze, wypełniły problemy stypendiów, czesnego, planów dydaktycznych i wychowawczych organów szkoły. Jednym słowem rutyna. Jednak Sejm na trwałe wszedł do krajobrazu szkolnego.

Sergiusz Dzierzgowski
poseł ze stanu rodzicielskiego
marszałek Sejmu Szkolnego I, II, III kadencji

Demokracja w szkole działa i działa rozmaicie. Ma swoje wzloty i upadki. Ale zawsze była i jest czymś ważnym. Dostarczała wielu interesujących i pouczających doświadczeń. Jeżeli chodzi o mnie osobiście, byłam jednym z twórców Konstytucji, odbyłam dwie kadencje w Radzie Szkoły i trzy w Sejmie. Nauczyłam się podejmować decyzje, bronić własnego zdania, nauczyłam się odpowiedzialności. I znakomicie się przy tym bawiłam.
Anna Dzierzgowska
absolwentka I SLO (Pierwotniaki)

Sztalugi, modelka- całe profesjonalne wyposażenie pracowni byłoby na nic, gdyby uczniowie czuli się tutaj po prostu jak w szkole. Bednarska zarówno wtedy, gdy byłem jej uczniem jak i teraz jest miejscem należącym do uczniów. Oni tworzą tu swoją własną pracownię.
QQŚ – Mikołaj Chylak
absolwent I SLO (Fuksy)
malarz, uczy na Bednarskiej

Nasza szkoła jest, jaka jest. Jest fajna. I już. Jest oryginalna. Połączenie różnych elementów, które pojedynczo występują w różnych szkołach, w naszej daje wynik fantastyczny i niepowtarzalny.
Asinus
uczennica ADHD (Cototamtaki)

Uczestniczenie w demokratycznej procedurze nie rozbudziło we mnie politycznej pasji. Demokracja szkolna dobrze mi służyła, gdyż pochłaniała mało mojego czasu, oferując w zamian poczucie swobody. Dzięki szkolnym doświadczeniom wiem, że nie ma ceny, za którą warto by było się wyzbyć demokratycznych wolności. (...)
Demokracja w moim pojmowaniu to poprawne narzędzie ochrony własnej wolności, a także szacunku dla innych i siebie.

Henryk Michalewski
absolwent I SLO (Pierwotniaki)
doktor matematyki

Bednarska jest ważnym miejscem z dwóch powodów.
Po pierwsze – bo daje szansę. Szansę rozwoju intelektualnego, rozwoju emocjonalnego. Często wymaga to ogromnej cierpliwości – nie zawsze owocami naszej współpracy możemy cieszyć się od razu; niejednokrotnie widać je dopiero po maturze.
Po drugie – bednarska upowszechnia elitaryzm. Ale nie elitaryzm snobistyczny, zamknięty, lecz żywy i otwarty – na potrzeby innych i na własny rozwój.

Marta Ługowska
polonistka
uczy na Bednarskiej „od zawsze”
wielokrotna posłanka na Sejm Szkolny

Szkoła jest fajna, bo uczy nie tylko na lekcjach. Chyba dlatego, że daje możliwości „rozwoju” (to brzydkie słowo strasznie, ale inne mi nie przychodzi do głowy) w różnych, wybranych przez nas, kierunkach. Poza lekcjami i fakultetami, które niejako z definicji mają uczyć, funkcjonuje także system szkolnych władz i prac na rzecz szkoły pozwalający poznać odrobinę bardziej odpowiedzialne życie.
Ania Gumowska
uczennica Chiquity (Cototamtaki)
była premier Rady Szkoły na Raszyńskiej

Nasza szkoła miała mnie przygotować do studiów i dorosłego życia – z tego zadania wywiązała się znakomicie. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że przyjdzie mi do niej wrócić jako nauczycielowi, a już zupełnie nie spodziewałem się, że po niespełna dwóch latach pracy z dziećmi one nauczą mnie w gruncie rzeczy więcej, niż uniwersytet.
Kuba Mikoszewski
absolwent I SLO (Makosze)
członek Rady Szkoły gimnazjum
nauczyciel biologii

(...) Do sejmów następnych kadencji startowałem regularnie. Bez wątpienia jego pracy stanowiły prawdziwe szkolenie demokratyczne, nieraz przeprowadzone w warunkach bojowych, by jego uczestnicy naprawdę przejmowali się kłopotami z zapewnieniem quorum, dogadywali się w kuluarach, odnajdywali luki w szkolnym prawodawstwie, które umożliwiają obalenie czy niedopuszczenie pod obrady nowej ustawy etc., muszą być spełnione dwa warunki podstawowe : Sejm musi mieć prawo decydowania w sprawach pierwszorzędnych dla szkoły, uchwalone prawo musi być wcielane w życie (siłą rzeczy przez dyrekcję szkoły i nauczycieli). Farsa, zabawa w parlamencik dla wychowania młodzieży, zostanie ośmieszana!
Jan Wróbel
nauczyciel historii
Poseł wielu kadencji
Od 2004 roku dyrektor I SLO

Uczę na „Bednarskiej” od 15 lat i z przyjemnością stwierdzam, że czas nie zadziałał na niekorzyść szkoły. Od lat odnosimy sukcesy raz większe, raz mniejsze. Niezmiennie najważniejsi są dla nas uczniowie, a to, co jest istotą Bednarskiej to partnerskie stosunki panujące na wszystkich szczeblach tej „instytucji edukacyjnej”.
Hanna Kobylińska
nauczycielka angielskiego

Dlaczego przywiązuję tak dużą wagę do wyodrębnienia trzech stanów w Rzeczypospolitej Szkolnej? Zapewne dlatego właśnie, że należałam do stanu rodziców, a równouprawnienie tego trzeciego stanu stanowi, w moim przekonaniu, istotną nowość dla szkoły. Taki podział wydaje mi się z jednej strony dość naturalny (jakkolwiek by bowiem nie ignorować istnienia rodziców, to trzeba przyznać, że mogą rościć sobie prawo do wpływania na proces wychowania własnych dzieci), z drugiej zaś uniemożliwiał „przejęcie władzy” obu pozostałym i o wiele bardziej emocjonalnie ze szkołą związanym stanom. Głosy rodziców stanowiły często „języczek u wagi”, gdy interesy społeczności uczniów wchodziły w konflikt z oczekiwaniami nauczycieli. (...)
Myślę, że nie udało nam się stworzyć „szkoły bez stresów”- jednak wiele udało się wyeliminować właśnie dzięki istnieniu (a co najważniejsze przestrzeganiu) Konstytucji Rzeczypospolitej Szkolnej. Wiem, że niektórzy uczniowie odchodzili ze szkoły rozczarowaniu demokracją, zrażeni jej żmudnymi procedurami, brakiem natychmiastowych efektów. Wiem jednak także, że zetknięcie się z życiem na wyższych uczelniach uświadomiło im fakt, że „co prawda nie jest to ustrój doskonały, ale lepszego nie wymyślono”.

Małgorzata Malanowska
mama Karoliny z Cezara i Grzesia z Silentium
zasiadała w Radzie Szkoły I i II kadencji
później pracowała w szkole

Na Bednarską można zdać. Można być uczniem, posłem, premier, ministrem. I w każdej z tych ról wiele się nauczyć. Można zostać absolwentem. Ale nie można z Bednarską skończyć. Podczas studiów, w pracy, na wakacjach, wśród przyjaciół – wszędzie pełno Bednarskiej. Ostrzegam – to nie jest zwykła szkoła. 
Krzyś Sikora
absolwent I SLO (Fuksy)
kilkakrotnie członek Rady Szkoły, poseł na Sejm
nauczyciel matematyki

Polubiłam tę szkołę od pierwszego dnia, bo tutaj w każdym dostrzega się indywidualność, którą warto szanować i rozwijać. Nauczyciele są przyjaźni, skorzy do pomocy i to właśnie wzajemna sympatia między nimi a uczniami uczyniła ze szkoły miejsce, do którego chce się wracać. Tu poznałam swoich przyjaciół i także z tego powodu czuję się do tego miejsca przywiązana.Dla mnie istotą tej szkoły są po prostu fajni ludzie.
Marysia Ferenc
uczennica Klawej Prywatki (Trzynastki)
jeszcze w gimnazjum finalistka licealnej Olimpiady Filozoficznej

Zdać na Bednarską to decyzja na całe życie – na zawsze już pozostaje się w kręgu tworzących to miejsce ludzi i idei. To nie jest zwykła szkoła, bo nie można jej po prostu skonczyć i odejść. Wróciłam tu jako nauczycielka i znowu czuję, że jestem w centrum ważnego i mądrego przedsięwzięcia. 
Ika Matyjaszkiewicz
absolwentka I SLO (Fuksy)
nauczycielka plastyki, historii sztuki i Visual Arts w IB

Ta szkoła dała mi znacznie więcej niż tylko wedzę. Dzięki niej wszedłem w społeczność, której nie opuściłem do dziś. W pięć lat po maturze podstawowe określenie, jakie stosuję wobec siebie, brzmi: jestem z Bednarskiej.
Michał Ziątek
absolwent I SLO (Ośmiornice)

Od kiedy mój najstarszy syn trafił do szkół „Bednarska” nie mam wyjścia – muszę tu posyłać wszystkie swoje dzieci. Najmłodsze, które dopiero za kilka lat będzie zadawać do gimnazjum, już teraz dopytuje się, gdzie jest Raszyńska.
Agnieszka Arendarska
psycholożka
mama trójki dzieci w naszych szkołach
członkini Zarządu Towarzystwa Przyjaciół I SLO

Sejm Szkolny należy do instytucji decydujących o specyfice naszej szkoły, tzn. sprawiających, że działalność szkoły jest wspólną sprawą uczniów, nauczycieli 
i rodziców. Posiedzenia Sejmu, obok zebrań Rady Szkoły czy posiedzeń Sądu Szkolnego są płaszczyzną ścierania się różnych interesów, konfrontacji i uzgodnienia różnych punktów widzenia. Są to miejsca, gdzie głos posła-ucznia waży tyle samo, co głos posła-nauczyciela czy posła-rodzica. 
Posiedzenia Sejmu Szkolnego to prawdziwe lekcje demokracji i procedur demokratycznych. Uczniowie nabywają umiejętności przedstawienia swojego punktu widzenia, dyskusji, także podporządkowania się głosowi większości. Ważne także jest nabywanie umiejętności technicznych, takich jak prowadzenie zebrania czy głosowania, sprawiających tak wiele trudności dorosłym ( w tym politykom), którzy nie mieli okazji zetknąć się z tego rodzaju procedurami. Trening dla demokracji jest jedną z wielu umiejętności, jaką uczniowie I SLO zyskują dzięki ustrojowi szkoły, zapisanemu w jej Konstytucji.
Jako socjolog, badacz zjawisk społecznych bardzo wysoko oceniam wymiar działalności Sejmu Szkolnego.

prof. dr hab. Elżbieta Tarkowska
socjolożka
posłanka na Sejm ze stanu rodzicielskiego kadencji III, IV i V

Bednarska jest największym sukcesem Trzeciej Rzeczpospolitej.
Irena Dzierzgowska
była Minister Edukacji Narodowej
przewodnicząca Zarządu Towarzystwa Przyjaciół I SLO

NAZWY ROCZNIKÓW I KLAS

NAZWY ROCZNIKÓW I KLAS:

 

1989/1990

Pierwotniaki: Adara, Cezar, Dendryt, Hilton

1990/1991

Fuksy: Dżambla, Triada, Venera, Zoolimp

1991/1992

Śledzie: Babilon, Rezerwat

1992/1993

Pampersy: Gombles, Mordor, Pandemonium

1993/1994

Szparagi: Antares, I-cy, Paragraf

1994/1995

Szuwarki: Margines, Omfalos, Oksymoron

1995/1996

Makosze: Silentium, Słoń-c, Dżungla

1996/1997

Ośmiornice: Hamulec, Remont, Enklawa

1997/1998

Szarańcza: Chaos, Mezalians, Fakt, Kartofleon

1998/1999

Pingwiny: Akwarium, Apogeum, Behemot, Pierestroyka

1999/2000

Banany: Bagno, Karrambol, Konflikt, Infundybuła Chronosyklastyczna

2000/2001

Żakule: Irena, Chupacabra, Protest, Ból, Pi

2002/2003

Komórkowce: Cerata, Timtirimtim, Pani Janina Nie Kupiła Jajek, Podknutek, Łydka, Ścieżka, Tetris, Kakofonia, Gibbon

2003/2004

Hatifnaty: Lub czasopisma, Upadek, Mech, Finlandia, Sklejka, Terapia grupowa

2004/2005

Trzynastki: Bielizna, Karagana, Klawa Prywatka, Carmen Electra, Sam zdecyduj

2005/2006

Cototamtaki: ADHD, Stój bo strzelam, Chiquita, Szkoda gadać, Abarot

2006/2007

Zraszacze:  Generator szelestów, Katakumba, PałerRendżers, Strach na Wróble

2007/2008

Muminki: Wyjdź, SuperMario, Krzywa z dziurą, Nie ma bata, Zakaz palenia

2008/2009

Midefaby: Tam, gdzie rosną poziomki, Zamach stanu, Tak to nje działa, Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, Stawiam na Tolka Banana

2009/2010

Parowce: Krzyk, Turbodropie, Pragnienie, Wbrew

2010/2011

Neurony: Rewelacja, Andrzej, Paranoja, Ekspresso Madziato, Sztuka spadania,

2011/2012

Świeżaki: Przyślij przepis, Siła perswazji, Placebo, Nigdy się nie dogadamy

2012/2013

Dziuplaki: Pacanów, Jest jak jest, Cyrk, Niekończąca się historia

2013/2014

Bąble: Improwizacja, Coś z Nietzschego, Miśki, Teoria chaosu

2014/2015

Rzóki: Mniejsze zło, Z fartem, Izba przyjęć, Niezłe ziółko

 

Patron

Maharadża Jam Saheb

 

 

„...nasz wielki przyjaciel maharadża Jam Saheb (...). „Polski" maharadża - jak go czasem żartobliwie nazywano. Nie wzbraniał się przed takim określeniem. Wręcz przeciwnie, był dumny z tego i zawsze publicznie manifestował swój nie tylko życzliwy, ale wprost serdeczny stosunek do Polski i Polaków. A w szczególności do dzieci, traktując na niemal w ojcowski sposób." 

„...Głęboko wzruszony i przejęty cierpieniami polskiego Narodu, a szczególnie losem tych, których dzieciństwo upływa w tragicznych warunkach najokropniejszej z wojen, pragnąłem w jakiś sposób przyczynić się do polepszenia ich losu. Zaofiarowałem im gościnę na ziemiach położonych z dala od zawieruchy wojennej. Może tam, w pięknych górach nad brzegami morza, dzieci będą mogły powrócić do zdrowia, może uda im się zapomnieć o wszystkim co przeszły i nabrać sił do przyszłej pracy jako obywatele wolnego już kraju..."

Maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji urodził się w 1895 roku, w arystokratycznej hinduskiej rodzinie. Po stryju odziedziczył położony w północno-zachodnich Indiach stan Navagar („Dobra Ziemia"). Był przewodniczącym Izby Książąt Indyjskich, jednym z pierwszych przedstawicieli wyzwolonych Indii w ONZ i człowiekiem wielkiego serca... 

O Polsce usłyszał po raz pierwszy w latach 20, gdy mieszkając wraz ze stryjem w Szwajcarii, poznał bliżej tamtejszych sąsiadów - państwa Paderewskich. Rozmowy i dyskusje na temat naszego kraju, które miały tam miejsce, zrobiły na młodym księciu takie wrażenie, że do końca swych dni nie przestał czynnie interesować się jego losami. 

W 1942, w zaledwie kilka miesięcy, w indyjskim stanie Gujarat, w Balachadi koło Jamnagaru, niedaleko letniej rezydencji maharadży, powstało duże Osiedle mieszkaniowe, w którym mogło żyć około tysiąca osób.

Jam Saheb, oprócz osobistego wkładu finansowego i własnej pracy, nakłonił także Izbę Książąt Indyjskich, aby przyjęła na siebie dobrowolne zobowiązanie utrzymania pięciuset polskich dzieci do końca II Wojny Światowej. Ponadto - niezależnie od swego zaangażowania w budowę Osiedla - przez cały okres jego funkcjonowania wspierał skromną kasę ośrodka dodatkowymi ofiarami pieniężnymi. 

W relacjach ówczesnych dzieci, które miały okazję mieszkać w osiedlu, najbardziej podkreślana jest jednak jego wielkoduszność, otwartość na polskich uchodźców, szczere zainteresowanie ich osobistymi problemami i radościami, gościnność, łagodność, spontaniczność, duże zaangażowanie w całe życie Osiedla. Brał udział we wszystkich ważnych uroczystościach, spacerował po osiedlowych uliczkach, zaglądał do bloków dzieci i rozmawiał z nimi. Żywo interesował się polską kulturą: „...z kolejnego wyjazdu przywiózł sobie z Londynu „Chłopów" Reymonta, przetłumaczonych na język angielski. Książkę tę zaliczał do swych ulubionych lektur. Bardzo podobały mu się też nasze tańce i stroje ludowe. 

Z wielkim zainteresowaniem oglądał też nasze inscenizacje teatralne oraz różnego rodzaju pokazy i zawody sportowe. Praktycznie nie opuścił żadnej premiery. Potrafił szczerze bawić się na jasełkach, wzruszać perypetiami „Kopciuszka", jak i głęboko przejmować losem „Kordiana". Zazwyczaj przed przedstawieniem prosił o przetłumaczenie tekstu lub o dłuższe wprowadzenie. Reagował spontanicznie: widocznym wzruszeniem, śmiechem, oklaskami. Był naprawdę wdzięcznym widzem. Po spektaklu zapraszał młodych aktorów na uroczysty, wspólny podwieczorek, obdarowywał ich słodyczami. Na zakończenie zawsze pozował do wspólnego zdjęcia. Gdy mu się coś wyjątkowo podobało, zapraszał nas do pałacu, abyśmy powtórzyli występ. Było to nie lada wydarzenie, a ponadto związane z sympatycznym „party", na którym obżeraliśmy się różnymi smakołykami. Krążył wśród nas, rozmawiał, zachęcał do jedzenia, młodsze dzieci brał na kolana i pieszczotliwie głaskał. Jak przystało na gościnnego gospodarza, oprowadzał nas po swym rodowym olbrzymim, przepięknym pałacu, zbrojowni i podziemnym skarbcu. 

12 maja w Osiedlu odbywało się uroczyste poświęcenie sztandaru hufca harcerskiego. Uroczystość zaszczycił swą obecnością nasz wielki przyjaciel maharadża His Highness Jam Saheb Digvijaysinhji. Wręczając sztandar phm. Janinie Ptakowej, wygłosił piękne przemówienie, mówiąc m.in.: 

Image..."Jest to dla mnie i mojej żony wielki zaszczyt, ze zostaliśmy rodzicami chrzestnymi tego polskiego sztandaru. Niechaj te srebrne gwoździ, które wbijamy w drzewce tej flagi będą gwoździami wbitymi w trumnę wrogów wolności i Waszych domów... 

...Ja zawsze pozostanę wierny i lojalny wobec Polski, zawsze będę sympatyzował z przyszłością waszego kraju. Jestem pewny, że Polska będzie wolna, że Wy powrócicie do waszych szczęśliwych domów, do kraju wolnego od ucisku. Duch Polski, który jest znany w całym świecie, jak długo pozostanie takim, jakim jest teraz, wywalczy wolność kraju. Ochraniajcie ten sztandar nawet życiem własnym, ponieważ natchnieni takim duchem zawsze pokonacie wszelkie przeciwności... 

...W historii Jamnagaru dzisiejsze wydarzenie pozostanie zawsze jako jedno z najpiękniejszych, które kiedykolwiek miało miejsce. Niech was Bóg błogosławi i pozwoli wrócić do prawdziwie wolnej i szczęśliwej Polski". 


Bardzo smutne było pożegnanie z maharadżą, po likwidacji Osiedla w 1946 roku. Na dworzec kolejowy przyjechał osobiście. Żegnał się ze wszystkimi dorosłymi. Podchodził też kolejno do poszczególnych grup dzieci. Ze starszymi rozmawiał, młodsze głaskał lub przytulał do swego potężnego torsu. Widać było, że rozstanie sprawiało mu wielką przykrość. Wielce wzruszony, co chwila wycierał zwilgotniałe oczy. Może przeczuwał, ze rozstajemy się na zawsze. Taki to był ten nasz polsko-indyjski maharadża." Zmarł w 1966 roku w Bombaju.

O Krystynie Starczewskiej

DYREKTORCE I SPOŁECZNEGO LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO W WARSZAWIE

»
Subskrybuje zawartość
Bednarski Informator